Slacklining (od angielskiego „slackline”, czyli luźna, nienapięta lina) wywodzi się ze środowiska wspinaczy górskich. Polega on na balansowaniu i wykonywaniu ewolucji na 2,5-centymetrowej taśmie (nie linie), rozpiętej na pewnej wysokości. Highline – to sztuka chodzenia po taśmie na dużych wysokościach. Highliner widziany z boku przez postronnych widzów sprawia wrażenie, jakby znajdował się we własnym świecie. Niezależny od grawitacji, skupiony na osiągnięciu celu…
21-letni Jan Gałek z Wrocławia jest uznawany za najlepszego polskiego slack- i highlinera. To do niego należy polski rekord w highlinie. 14 lipca 2007 roku, już w pierwszej próbie przeszedł po taśmie nad 880-metrową przepaścią Lost Arrow Spire, znajdującą się w obrębie Narodowego Parku Yosemite, w Stanach Zjednoczonych.
„Najbardziej w highlinie podoba mi się opanowanie strachu, kontrolowanie go i zmienianie w coś, co pozwala nam pozostać spokojnym. Highline jest zatem mieszanką strachu i spokoju jednocześnie” – tłumaczy Janek. „Slackline to dla mnie pasja, pewien sposób na życie i na pewno nie jest to tylko i wyłącznie sport.”
Inspiracją dla Janka są ludzie prawdziwie niezależni, którzy właśnie dzięki pasji i wytrwałości dokonali rzeczy, które wydawały się niemożliwe. Taką osobą był m.in. Philippe Petit, który w sierpniu 1974 roku przeszedł po linie pomiędzy dwiema wieżami World Trade Center. Przedsięwzięcie to planował z dużym wyprzedzeniem. Wiele miesięcy przygotowywał się do niego fizycznie i psychicznie.
By zrealizować marzenie, musiał opracować plan, dzięki któremu przedostał się na pilnie strzeżone dachy, rozpiął linę pomiędzy budynkami i dokonał pamiętnego przejścia, uwiecznionego w filmie „Człowiek na linie”. Janek podziwia także wspinacza i base jumpera Deana Pottera oraz pioniera slackliningu Scotta Balcoma.
„Chodzenie po taśmie w mieście jest o tyle fajnym wyzwaniem, że pozwala przekształcać szarą rzeczywistość miejską, w pewnego rodzaju spektakl” – mówi Jan Gałek. To dlatego dziś rano rozpiął swój highline w Warszawie i przez ulicę Złotą przeszedł własną drogą… po 2,5-cm taśmie rozpiętej między dwoma 5 piętrowymi budynkami.
My ze swojej strony, podziwiamy zawodnika i życzymy mu szczęścia w kolejnych wyzwaniach.