Bełchatowianie nie wiedzieli co ich czeka w odległym Katarze. Nie dość, że przeciwnicy nieznani, to po raz pierwszy grali tzw. „złotą formułą”. Na pewno każdy wie, iż polega ona tym, że po przyjęciu zagrywki, pierwszy atak może być przeprowadzony zza linii trzeciego metra. Dziennikarze i zawodnicy tyle razy narzekali na tę zasadę, że nie sposób tego nie zapamiętać. Rzeczywiście nie służy to siatkówce. Podobno wydłuża grę i sprawia, że zespoły są sobie równe. Jak na razie Skra nie ma sobie równych. Bełchatowianie w dwóch meczach nie oddali nawet seta i tym samym zakwalifikowali się do półfinałów. Brawa i fanfary!
W meczu wtorkowym pewnie ograli mistrzów z Kataru, Al-Arabi. Notabene w lidze katarskiej gra się na co dzień taką siatkówkę, więc ich postawa (zwłaszcza w drugim secie przegranym do 11) była kiepściutka.
PGE Skra Bełchatów – Al-Arabi Doha 3:0 (25:22, 25:11, 25:20)
Najwięcej punktów w polskiej drużynie zdobył Bartek Kurek. Zdobył ich 14.
Nic innego nie zdarzyło się w środę. Skra wygrała z irańskim Payakanem Teheran. Irańczycy nie odpuszczali i walczyli o każdą piłkę, nawet gdy wysoko przegrywali. We wcześniejszym meczu wygrali z brazylijskim Cimed Florianopolis 3:1, więc są zespołem nieobliczalnym. To chyba tylko młyn na wodę dla Skry, która pewnie wygrała i na swym koncie ma 4 punkty (6:0).
PGE Skra Bełchatów - Payakan Teheran 3:0 (25:22, 25:18, 25:17)
Najlepiej punktującym został ponownie Bartek Kurek. Tym razem 17.
W czwartek Polacy zmierzą się z Brazylijczykami, ale będzie to raczej mecz o pierwsze lub drugie miejsce w tabeli.