Strona Główna » Opinie » woj. świętokrzystkie » Moje Vancouver 2010

Moje Vancouver 2010

2010-02-14 , Ostatnia aktualizacja: 2010-02-18 10:19
Adam Małysz na telebimie

Oglądając start Adama Małysza w Vancouver przypomniał mi się... Sylwester 2000-01. Wtedy tak na dobre eksplodował jego talent!

Zanim jednak przyszło mi emocjonować się skokami Małysza, człowiek musiał przeżyć wiele rozczarowań. Oj, zaczęło się od... Albertville 1992. Pierwsze zimowe igrzyska, jakie dobrze pamiętam jako kibic. Jeśli chodzi o polską reprezentację - najwięcej oglądałem w akcji naszych hokeistów. Zapamiętałem obrazek - Waldemar Klisiak okładający się na pięści z jednym z potężnych Finów. Mecz przegraliśmy bodaj 1:9, bez historii. Zajęliśmy przedostatnie miejsce po wygranej nad Włochami 4:1. No i już od 18 lat nie ma polskiego hokeja na igrzyskach. Pamiętam za to Toniego Nieminena, skakał niesamowicie, ale potem polubił zabawę, niczym jego sławny starszy kolega Mati Nykkanen... Stanisław Ustupski, kombinator norweski zajął ósme miejsce w swej konkurencji i to było bodaj najlepsze dokonanie, jeśli chodzi o nasze wyczyny we Francji. Dwa lata później przyszły kolejne igrzyska w norweskim Lillehamer. Mieliśmy chrapkę na medal panczenisty Jaromira Radke, też nadzieje były złudne. Hokeistów już nie było, nikt się na pięści nie naparzał. Podziwiałem za to biegaczy - reprezentanta gospodarzy Bjoerna Daehlie i Kazacha Vladimira Smirnova, no i tego potężnego Norwega Vegaarda Ulvanga. Nagano 1998 - nasz alpejczyk Andrzej Bachleda junior jest piąty w kombinacji norweskiej. Pojawiają się skoczkowie - Adam Małysz, Wojciech Skupień, Robert Mateja - ten ostatni w pierwszej dziesiątce. Adam przeżywa okres, gdzie nie może się odnaleźć. To jeszcze nie jego impreza.

Przychodzi dopiero cztery lata później w Salt Lake City. Podczas otwarcia rdzenny, stary Indianin odprawia jakieś tajemne modły - Howgh! Prawie jak Geronimo... Małysz zdobywa srebrny i brązowy medal! Wygrywa Simon Ammann... Skąd my to znamy? Turyn 2006 to nie były igrzyska Orła z Wisły. Radość przeżywaliśmy za sprawą Tomasza Sikory i Justyny Kowalczyk. Justyś z Kasiny dała się na finiszu wyprzedzić "starym wyjadaczkom" - Neumannovej i Czepałowej. Płaciła frycowe, ale przyjechała z brązem, Justyna po raz pierwszy porwała tłumy swym promiennym szerokim uśmiechem. Mnie szczególnie, bo to imię bardzo mi jest bliskie... Co innego Sikora, ten był już doświadczonym gościem, wszak jedenaście lat wcześniej był mistrzem świata w Anterselvie!

Moje Vancouver 2010 nadeszło - Małysz się odrodził, stanął na drugim stopniu podium w konkursie na normalnej skoczni! Ale to, że się odradza było widać już trzy tygodnie temu w Zakopanem. Stałem z kumplem obok telebimu, Adaś uśmiechał się do nas, pozdrawiał - był na wyciągnięcie ręki! Jeszcze dobę po jego medalowych skokach w studiu olimpijskim trwa rozpamiętywanie sukcesu. O, słyszę De Press. "Jaskółecko leć, leć" - śpiewają góralscy rockmani na cześć Justyny. Uśmiechnij się Justyś z tego Vancouver, bo na razie to coś te kanadyjskie trasy nie bardzo ci odpowiadają. Pobiegnij jak potrafisz! Tomkowi Sikorze nie bardzo poszło w biathlonowym sprincie na 10 km - cóż, pierwsze koty za płoty, igrzyska jeszcze się dla ciebie Tomku nie skończyły. Dajcie nam trochę radości tej zimy Tysiąclecia! Nie chcę wiecznie wspominać tego Klisiaka biorącego się za bary na lodowej tafli w Albertville. To było dawno i nieprawda :-)

Ten tekst nie został jeszcze przez Ciebie oceniony
Dodał : Piotr Stańczak
Korespondent: Skarżysko - Kamienna

Mój komentarz

E-mail
Hasło
-

Twój region

Popularne RSS