Koncepcja
Bytów to niepozorne miasto w województwie Pomorskim, jedno z wielu podobnych, położonych wśród przepięknych polodowcowych jezior, rozsianych gęsto po całej okolicy. Nie jest szczególnie atrakcyjne pod względem dostępu komunikacyjnego… pasażerska linia kolejowa wręcz nie istnieje. Wyróżnia je jednak majestatyczny zamek pokrzyżacki z XIV wieku, górujący nad całą miejscowością. Zabytkowe budowle jednak nie były tym, co skłoniło Azymut 45 Gdynia do zorganizowania w tym miejscu Grand Prix Pomorza 2011. Kamieniami węgielnymi tego pomysłu były niezwykle ciekawe i piękne tereny wokół miasta oraz wsparcie Nadleśnictwa Bytów. Od pewnego czasu w głowach Jerzego Sudoła z Nadleśnictwa oraz Jerzego Porzycza z Azymutu zaczęła kiełkować myśl o zorganizowaniu w Bytowie kursu animatorów, zawodów Grand Prix Pomorza, założeniu klubu i ustawieniu stałych punktów kontrolnych w pobliskich lasach. Powstała Koncepcja.
Praca
Wsparcie wielu osób funkcyjnych w Bytowie sprawiło, że organizacja była prawdziwą przyjemnością. Nie oznacza to jednak, że nie kosztowała wiele pracy. Na teren zawodów wybrano lasy otaczające malowniczo położoną leśniczówkę Rzepnica. Obszar ten charakteryzuje się dużą różnorodnością przebieżności oraz widoczności. Również ciekawa rzeźba swoją nieregularnością wyróżnia się chociażby spośród pobliskich Trójmiejskich terenów. Dopełnieniem krajobrazu są rozsiane pomiędzy pagórkami bagna, strumyki i jeziora. Prace przebiegały etapami, z czasem przybierając na intensywności. Poczynając od przygotowania map, poprzez budowę tras, stawianie znaczników, przygotowywanie sprzętu. W końcu przyszła pora przeprowadzenia samych zawodów. Chyba najbardziej niespotykane, jak na polskie warunki, było przygotowanie przez Nadleśnictwo polany, pełniącej funkcję centrum zawodów. Najpierw została wykoszona i przeorana, by później mogła na niej wyrosnąć nowo posadzona trawa. Jako że stawką była poprawa reputacji organizatorów, na pokład zwołano wszystkie ręce zdolne do pracy. Było to nowe i wspaniałe doświadczenie w klubie Azymut 45 Gdynia, gdy wszyscy wzięli udział zarówno w tworzeniu przedsięwzięcia, jak i późniejszym martwieniu się o jego bezproblemowy przebieg.
Stres
Dosyć oczywiste jest, że to, jak dobrze zaplanowane są zawody i jak wiele pracy włożyło się w ich realizację, ma bezpośredni wpływ na późniejszą atmosferę nerwowości. Wbrew pozorom jednak, zależność ta jest jednak odwrotna do tego, co podpowiadałaby logika. Okazuje się, że im więcej starania włoży się w to, by wszystko zagrało, tym większe nerwy towarzyszą oczekiwaniu na rezultat. Podobnie było i tym razem, ponieważ jeden nieprzewidziany wypadek lub niedopatrzenie, zawsze może zepsuć wizerunek zawodów żmudnie tworzony przez ciężką pracę wielu osób oczekujących na rezultat.
Sukces
To czy jest, czy go nie ma, zależy już proporcjonalnie od włożonego wysiłku. Im bardziej szczegółowo wszystko jest zaplanowane, im więcej możliwych sytuacji jest przewidziane i im więcej pracy włożonej w przygotowania, tym mniejsza jest szansa, że coś się nie powiedzie. Jak było tym razem? Chyba najlepiej oceniliby to sami zawodnicy. Jednak z punktu widzenia organizatora można być zadowolonym. Ponad 300 zawodników, którzy pojawili się w Rzepnicy, spędziło ostatni weekend wakacji korzystając z promieni słonecznych, jakie chociaż przez pierwsze dwa dni zawodów gościły nad bytowskimi lasami. Spędzali czas biegając po ciekawym terenie, spotykając się ze znajomymi czy próbując przysmaków proponowanych przez obsługę cateringu. Dopełnieniem atrakcji była zabawa na orientację – orient labirynt, którą udało się przeprowadzić na terenie Agroturystyki Witakówka, gdzie na uczestników czekało również ognisko i pieczenie kiełbasek. Prawdziwie wymiernym wyznacznikiem będzie jednak liczba uczestników przyszłorocznego Grand Prix Pomorza.
Zapraszamy za rok w okolice Kartuz!